piątek, 24 stycznia 2014

...

Witajcie kochani!
Dzisiaj niestety jest dość przykry dzień dla watahy. Jestem zmuszona ją usunąć z powodu braku czasu. Rozumiecie. Szkoła sprawdziany, rodzina, życie i w ogóle. Jeżeli któryś z Was zechce przejąć watahę proszę pisać na kontakt i podać gmail.
Dziękuję Wam, że byliście w CV, że braliście udział w questach. Dziękuję.
Możliwe, że kiedykolwiek powstanie nowa odsłona watahy. Może.
Na razie mówię Wam do zobaczenia.
/Rose

sobota, 11 stycznia 2014

Od Custona - CD Rose

- Jasne, pomogę - odparłem. 
Złowiłem już wcześniej kilka ryb, ale uznałem, że miło będzie najeść się podwójnie (no i pomóc wilkowi z watahy, of course...). Tylko że Rose nagle złapała dwie rybki, a ja ani jednej u czułem się... Nijak. Po prostu nijak się czułem. 
Parę razy któraś z ryb dała mi w pysk, wyskakując z wody. 
- No, to teraz czuję się urażony i idę na Wzgórze Ludzi. 
Rose przytrzymała zębami jego skrzydło. 
- Nigdzie nie idziesz. 
- Co jest takiego złego w tamtym miejscu? 
- Wszystko. Tam są ludzie, a ty nie masz tam wstępu. 
- Uwierz mi, mam. Wkrótce wyruszę po swojego przyjaciela, jest świetnym Zielarzem z mojej byłej watahy. Zrobi... nic. Nieważne. Zapomnij, że coś mówiłem. 
Ryba po raz kolejny chciała mnie uderzyć, tak więc zrobiłem unik i złapałem ją, a później nieżywą już rzuciłem do Rose. 
- Smacznego - i odleciałem w stronę jaskini. 
<chcesz dokończyć?>

sobota, 4 stycznia 2014

Od Rose

Błagam... nawet nie pytajcie, czemu tak późno. T_T
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Wstałam wcześnie z rana. Delikatne promienie słońca prześwitywały poprzez wodospad w jaskini. Byłam bardzo głodna i spragniona. Podeszłam do źródła wody, by się napić, po czym wyruszyłam na polowanie. Jak na aktualną porę roku było dość ciepło. Nie było zbyt wiele śniegu. 
 W pewnym momencie zauważyłam, że za drzewem stoi nie małe stado rogaczy. Pomyślałam, że i inni muszą być głodni, więc postanowiłam rzucić się na nich. Wlazłam na drzewo i czekałam na odpowiedni moment. Minęło pięć minut, gdy znalazłam się znów na ziemi. Wszystkie zwierzęta się spłoszyły i uciekły, pozostał jedynie mały źrebak (tak?). Patrzył się na mnie swoimi malutkimi oczkami, widoczne było w nich przerażenie. Nie miałam serca go zaatakować. Odeszłam w poszukiwaniu innej ofiary.
 Szłam sobie w stronę doliny wodospadów. Byłam już na tyle zrezygnowana, że nie chciałam się uganiać za zwierzętami. Łatwiej i wygodniej było złowić karpia. W pewnym momencie zauważyłam nad sobą cień. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Custona. Basior zleciał powoli na ziemię.
 - Co tutaj robisz? - Zapytałam
 - Byłem dość głodny, więc szukam zwierzyny do upolowania.
 - O serio? - Wymamrotałam - Ja również. Tutaj jest wiele ryb, może pomożesz mi złowić kilka?

<Custon?>